kamery termowizyjne

Nocna wyprawa po lesie z kamerami termowizyjnymi

Na początku studiów ludzie z naszej grupy postanowili wybrać się na wyjazd integracyjny pod namioty na działkę jednej ze studentek. Miało nas pojechać jedynie dziesięcioro, ładna, okrągła liczba. Działka Nawojki położona była w okolicach Zalewu Koronowskiego i była na tyle spora, by zorganizować na niej małe pole namiotowe i miejsce na ognisko.

Kamery termowizyjne uratowały nas przed nieszczęściem

kamery termowizyjneMieliśmy w naszej grupie pasjonata obserwowania zwierząt, dla którego słowa takie jak termowizja czy pirometr brzmiały swojsko i nie przedstawiały tajemnic. Postanowiliśmy wybrać się do lasu w dwóch grupach, z których każda miałaby najlepsze kamery termowizyjne. Urządziliśmy coś w rodzaju podchodów, co może i było szczeniackie, ale dawało nam wiele frajdy. Wszystko przebiegało świetnie, zabawa się kręciła, aż tu nagle nasza grupa ujrzała na jednym z ekranów kilka jasnych obiektów poruszając się przed nami. Wyglądało na to, że to jakieś zwierzęta, ale na jeleniowate nie wyglądały. Kolega przytomnie zaproponował, żebyśmy wspięli się na drzewa. Na szczęście w okolicy drzewa miały gałęzie, które wyrastały nisko, więc nawet takiej ciamajdzie jak ja udało się wspiąć całkiem wysoko. Najwyższy czas, bowiem niezidentyfikowane zwierzęta zbliżyły się i kamera termowizyjna pokazała, że pod nami żeruje sobie w najlepsze stado dzików.

 

Musieliśmy czekać do świtu, aż pokryte szczeciną wielkie świnie łaskawie przeniosły się w inne miejsce. Całe szczęście, że nie postanowiły zatrzymać się tutaj na dłużej i nie była to pora roku, w której lochy miały młode, inaczej mogłoby być z nami krucho.